wtorek, 10 marca 2015

Gdybym był egoistą....

Gdybym był politycznym egoistą, to na pewno namawiałbym swoich rodaków, mieszkańców Wilna, żeby w drugiej turze w wyborach na mera miasta głosowaliby na Remigijusa Šimašiusa. Dlaczego? Bo uważam, że jego wygrana miałaby w perspektywie bardzo pozytywny wpływ na przyszłość mojej partii - Związku Wolności oraz naszego oddziału partii w rejonie wileńskiego, na którego przyszłości powinno mi najbardziej zależeć. Na szczęście, nie jestem egoistą, dlatego nie będę namawiał rodaków do głosowania na Šimašiusa, bo jego wygrana choć w perspektywie dawałaby dla mojego ugrupowania i dla mnie osobiście wymierne polityczne beneficja, to przede wszystkim miałaby zgubny wpływ na los polskiej mniejszości w Wilnie, na Wileńszczyźnie i w ogóle na Litwie. Dlaczego?

Po pierwsze, o beneficjach. I po kolei…

wtorek, 6 stycznia 2015

Polityka bezmyślności


W wileńskim szpitalu zmarł litewski muzyk Tomas Dobrovolskis. W noc bożenarodzeniową wyszedł wyprowadzić psa. O trzeciej nad ranem okazał się w jednej z knajp. Niebawem potem został skatowany przed drzwiami sławetnej wileńskiej spelun. Podobno nie spodobało się mu, że towarzystwo obok mówiło o Putinie. Zrobił uwagę. Dostał. Za mocno. Mocno za mocno. Po tygodniach śpiączki zmarł w szpitalu. Maił 48 lat. Tysiąc kilometrów dalej, w nos sylwestrową, w Bukowinie Tatrzańskiej został zasztyletowany 23-latek. Jego 22-letni przyjaciel również dostał. Ale przeżył. Leży w szpitalu. Sprawcą zabójstwa okazał się Gruzin, który z rodziną i przyjaciółmi przyjechał na Sylwestra do Polski. Bawił się w tej samej knajpie co i jego ofiary. Jak mówią niektórzy świadkowie wydarzenia, był zaczepiany przez, że „ruski”. Puściły nerwy? Być może.
W obydwu przypadkach sprawców ujęto. Pójdą siedzieć. Długie lata. Możliwe, że dostaną dożywocie. Odpowiedzą za swoje czyny. Jednak, czy za swoje odpowiedzą politycy, którzy dla swoich celów doraźnych bezmyślnie używają antyrosyjskiej histerii. Jak widać trafia ona na podatny grunt bezmyślności klientów mrocznych spelun i imprez zakrapianych alkoholem. W takich miejscach do tragedii może dojść z byle powodu. Ale czy koniecznie również z powodu polityki… przede wszystkim polityki bezmyślności?

czwartek, 28 sierpnia 2014

Cud się może nie powtórzyć

Po 75 latach koło historii zatoczyło krąg i Europa znowu znalazła się na progu kolejnej wojny światowej. Prezydent Rosji Władimir Putin, często porównywany do Hitlera, widocznie miał dość tych porównań i III wojnę światową rozpętał nie 1 września lecz kilka dni wcześniej - 27 sierpnia jego wojska dokonali otwartej agresji przeciwko Ukrainie. Mówią o tym nie tylko władze w Kijowie. Rosyjskie źródła też potwierdzają, że ich żołnierze walczą i giną w walkach przeciwko Ukrainie. Wiedzą o tym Stany Zjednoczone i dowództwo NATO. O rosyjskiej agresji mówią już otwarcie w Sztokholmie oraz krajach bałtyckich, którym po Ukrainie prognozuje się jej los. I tylko tzw. zachodnie potęgi zachowują się, jak ostatnie tchórze bojący się nawet przyznania faktu agresji „bo może to rozzłościć Putina“.

piątek, 22 sierpnia 2014

Kryzys i strategia, czyli strategia kryzysu - who knows? (I)

Dziś coraz głośniej mówi się, że sprawa Niewierowicz-Cytacka jest poważnym kryzysem politycznym i może doprowadzić do rozpadu koalicji, a przynajmniej do wyjścia (wyrzucenia) z niej Akcji Wyborczej Polaków na Litwie (AWPL). Trudno jednak zgodzić się z opinią, że dymisja ministra energetyki i powstały na tym tle poważny rozgłos między premierem Algirdasem Butkevičiusem (prezesem stojącej na czele koalicji Partii Socjaldemokratów“ i europosłem Waldemarem Tomaszewskim (szefem najmniejszego z kolei ugrupowania w centrolewicowej koalicji) rozpętały piekło w strukturach władzy. Na pewno wznieciły ogień. A gdzie ogień, tam też wielu chętnych do upieczenia na nim swojej pieczeni. 

wtorek, 19 sierpnia 2014

Okoliczność obciążająca - Polka

Na Litwie zawrzało – wiceministrem znowu została Cytacka. A nie miała. Z braku kompetencji - jak twierdził premier Butkevičius. Z powodu niewywieszania flagi państwowej podczas świąt, lub z powodu oskarżenia prezydent o kłamstwo – jak sugerują inni politycy.

O kompetencje trudno się sprzeczać kiedy do rządu są naznaczane osoby z klucza partyjnego. A więc w kompetencje samego Butkevičiusa i większości jego ministrów można wątpić, o czym zresztą bez przerwy krzyczy opozycja.

Niewywieszanie flagi nie jest też „grzechem” wyłącznie Cytackiej. Nie było jej w domu, więc nie wywiesiła. Historia zna posłów i ministrów, którzy mieli podobną sytuację. A w społeczeństwie to nagminne. Nawet w Kownie – w ostoi litewskości i patriotyzmu.

„Znaleźliśmy 112 takich wykroczeń. Mogło ich być znacznie więcej, bo sprawdzaliśmy tylko główne ulice. Widzimy złą tendencję niewywieszania flag“ – w lutym b.r. żalił się mediom jeden z kowieńskich urzędnik.

Zarzucając Grybauskaitė kłamstwo (słusznie zresztą) Cytacka też nie była pierwszą w wyciąganiu na światło dzienne prezydenckich łgarstw. „Prezydent kłamie“, „… bezczelnie kłamie“, „… nachalnie kłamie“ – są to tylko niektóre wypowiedzi publicystów i polityków, z różnych zresztą opcji. Janutienė, Vaišvila, Balsys, Gedvilasas, Gailius – same znane nazwiska, ale też litewskie. Cytacka ma polskie, więc chyba dlatego w tej historii jest najbardziej winną ze wszystkich niewinnych.

"Kurier Wileński"

czwartek, 11 kwietnia 2013

Prasa polska na Litwie i jej (?) problemy...

Podpisał Pan już obywatelski apel do prezesa Telewizji Polskiej Juliusza Brauna o przywrócenie w TVP Polonia „Wilnoteki”

Nie podpisałem.

Nie ogląda Pan tej audycji? 

Bardzo rzadko. W obecnym świecie medialnym telewizja schodzi u mnie na dalszy plan, jest mało potrzebna.


Autorzy petycji podkreślają, że TVP Polonia jest jedyną polską stacją telewizyjną na Litwie i zniknięcie „Wilnoteki” oznacza, że „Polska po raz kolejny (…) opuszcza tamte tereny kulturowo i duchowo, skazując wciąż trwających tam w polskości rodaków na osamotnienie i zapomnienie”. Jaka jest siła oddziaływania tej audycji na Wileńszczyźnie?

Trudno mówić o sile oddziaływania, skoro nikt nie przeprowadził rzetelnych badań oglądalności. Są ogólne analizy, które mówią, że cała TVP Polonia ma na Litwie ledwie ułamek odbiorców. Być może jest ona jedynym oknem na świat polskiego punktu widzenia wśród tych, którzy nie prenumerują gazet, nie mają dostępu do Internetu i nie słuchają radia. Ale w dobie Internetu to mało prawdopodobne.

Obrońcy „Wilnoteki” hiperbolizują?


Igranie z referendami

Nie wiadomo, czyich interesów broni prezydent Dalia Grybauskaitė, ale widocznie nie ona spocznie aż na Litwie nie powstanie atomowe monstrum rodem z Fukushimy. Grybauskaitė próbowała najpierw otwarcie negować wyniki referendum antyatomowego, w którym ponad 60 proc. głosujących opowiedziało się przeciwko budowie nowej elektrowni atomowej. Jej zdaniem referendum było niereprezentatywne, bo przeciwko atomówki wypowiedziała się „zaledwie jedna trzecia” osób uprawnionych do głosowania. Widocznie w komunistycznej szkole partyjnej nie uświadomili jej, że demokracja na tym właśnie polega, że wyboru dokonują ci, którzy idą głosować, a nie ci, którzy siedzą na tapczanach przed telewizorami. 

sobota, 9 lutego 2013

Dobrze, że przeprosił, ale nie tych co trzeba

O przeprosinach szefa litewskiej dyplomacji Linasa Linkevičiusa mówi się już w całej Europie, aczkolwiek jego „przepraszam” blisko nie leżało obok słów „wybaczamy i prosimy o przebaczenie”, które otworzyły nową kartę w relacjach polsko-niemieckich, a w końcu też drogę do nowego ładu w tej części kontynentu europejskiego. Niemniej, przeprosiny ministra są o tyle ważne, że dają nadzieję na uregulowanie stosunków polsko-litewskich, które od kilku dobrych lat trują nie tylko dobrosąsiedzkie współżycie Polaków z Litwinami, ale mocno też psują współpracę regionalną w kontekście relacji unijnych, jak też sojuszu obronnego NATO. Jeśli jednak w Warszawie i całej Europie „przepraszam” Linkevičiusa oceniono pozytywnie, to na Litwie słowo te podzieliło na dwa skrajnie przeciwległe obozy nie tylko elity kraju, ale też cale społeczeństwo. Jedni chwalą szefa dyplomacji za odwagę, za postawę obywatelską i patriotyczną, za dyplomację i w końcu za zwykły ludzki odruch. Inni zaś krytykują, zarzucają Linkevičiusowi przegięcie, upodlenie kraju, nawet zdradę stanu i żądają jego odwołania, a w przeciwnym razie grożą „aktywnym oporem” przeciwko „łamaniu ustroju konstytucyjnego”. 

Czasami wystarczy spojrzeć w lustro

Premier Algirdas Butkevičius zlecił dochodzenie, które ma wyjaśnić, dlaczego jego socjaldemokraci głosowali przeciwko odrzuceniu ustawy o pisowni polskich nazwisk. Było to w dniu ostatniej zagranicznej wizyty ś.p. prezydenta Lecha Kaczyńskiego. „Śledczy” weryfikując różne poszlaki nie powinni wykluczyć prymitywnej antypolskości litewskiej lewicy. Wiele dowodów wskazuje, że to właśnie niechęć polityków tej partii do Polaków jest podstawową przyczyną zachowań w sprawach kluczowych dla polskiej mniejszości. Za świadka może tu być chociażby jeden z liderów partii Česlovas Juršėnas. To on, jako jeden z nielicznych litewskich polityków słowami „nie będą nam Polacy na głowę włazili” poparł prezydent Dalie Grybauskaitė w jej afroncie wobec zaproszenia prezydenta Bronisława Komorowskiego na forum przed szczytem NATO. Nieżyjący już ś.p. poseł Justinas Karosas oraz patriarcha lewicy ś.p. prezydent Algirdas Brazauskas na pewno też zaświadczyliby o antypolskim nastawieniu partii, do którego sami zresztą przyczynili się. Pierwszy zarzucając litewskim Polakom nielojalność wobec Litwy oraz wyganianiem ich „do swojej Polski“. Drugi zaś, przez lata zwodzący Warszawę, że załatwi sprawy mniejszości polskiej, ale gdy przyszło do podpisania konkretnej umowy, w ostatniej chwili po prostu wycofał się tłumacząc, że litewskie społeczeństwo „nie jest jeszcze gotowe na polskie nazwiska“.

Czasami więc, zamiast żmudnie szukać czegoś winnych, wystarczy nieraz spojrzeć w lustro…

"Kurier Wileński"

czwartek, 31 stycznia 2013

Bez referendum

Mamy komisję konstytucyjną, która ma przygotować projekt potrzebnych zmian ustawy zasadniczej. Zanim ta komisja cokolwiek zdecyduje, już dziś można śmiało proponować, żeby Konstytucję skrócić o 9. Artykuł. Powód oczywisty – jest martwy. A martwicę należy usuwać niezwłocznie, żeby przerzutów nie było.

poniedziałek, 28 stycznia 2013

Jakikolwiek przejaw nazizmu nie jest żadną błahostką

Jeden z miłośników twórczości Irydiona na koncercie zespołu 
Od kilku dni na polskich forach, głównie na pl.delfi (z racji braku tam głębszej moderacji komentarzy) i w ograniczonym stopniu na kurierwilenski.lt (z racji przesiewania tam komentarzy przez szczelne sito) toczy się dyskusja, a raczej pyskówka, na temat sławetnego już koncertu w DKP, który niby to miał być poświęcony 150 rocznicy Powstania Styczniowego. Nie zamierzam uczestniczyć w tej pyskówce, ale kilka swoich uwag w tym temacie nie mogę nie przedstawić. Po pierwsze, dlatego, że nie jest mi obojętne, w jaki sposób będziemy obchodzili kolejne wielkie rocznice z dziejów naszych narodów. Po drugie zaś, dlatego, że nie jest mi obojętne to, na jakich wzorcach nasze przyszłe pokolenia (bo chodzi również o moje dzieci) będą uczyły się patriotyzmu oraz poznawały historię.

wtorek, 4 grudnia 2012

Wojna podjazdowa

Nastała cisza po niedawnym czołowym zderzeniu prezydent Dali Grybauskaiė z niechcianą przez nią większością centrolewicową. Jednak na powyborczej scenie politycznej wojna nadal trwa, tyle że podjazdowa. Po jednej stronie transzei okopała się prezydent, a naprzeciw w szańcach zasiedli centrolewicowcy.

środa, 28 listopada 2012

Internet vs profesor Bralczyk

Ach te technologie!
Człowiek czasami nie nadąża, w którym miejscu skończył i co ma począć dalej. Pewny wciska „enter”, a mniej pewny „eskejp” – to taki guzik w lewym górnym rogu klawiatury. A klawiatura, to taki ciąg guzików z literami i liczbami oraz innymi pierdołami, wciskając które można coś sensownego napisać na ekranie komputera…

Sensownego, jeśli oczywiście nie będziemy wciskać tych pierdół…. No właśnie – skoro pierdoły, czy na pewno „pierdół” mamy pisać przez „o” kreskowane? Ja szczerze mam co do tego wątpliwości. Mam jednak nadzieję, że profesor Bralczyk, jeśli nie w najbliższej audycji, to przynajmniej w najbliższej reklamie, na pewno nam to wyjaśni.

wtorek, 13 listopada 2012

Łamanie tradycji

Z niecierpliwością czekałem na 11 listopada, ale nie tylko dla tego, że w tym dniu Polacy obchodzą Święto Niepodległości. Chciałem też dowiedzieć się, czym w tym dniu tak bardzo jest zajęta nasza prezydent Dalia Grybauskaitė, że postanowiła zerwać z wieloletnią tradycją i nie pojechała na zaproszenie do Warszawy na świąteczne obchody. Doczekałem się, ale niczego nie dowiedziałem się, bo na oficjalnej stronie Urzędu Prezydenta w kalendarium prac na 11 listopada była pustka – żadnego spotkania, żadnego przemówienia, oświadczenia (sic!) nawet w.s. sobotniego orzeczenia Sądu Konstytucyjnego. Nie było nawet na odczepnego: „Praca z dokumentami”. Owszem, była to niedziela, więc „święcić dzień święty” trzeba. Jednak z dyplomem szkół partyjnych z zakresu marksizmu i leninizmu bogobojną nasza prezydent to raczej nie jest. Ale trudno też uwierzyć w to, że ot tak zwyczajnie prezydent w niedzielę leniuchowała w swojej rezydencji. Uwierzyć w to trudno, ale jeszcze trudniej było znaleźć ślady jej aktywnej pracy, co rzekomo nie pozwoliło jej pojechać na obchody11 listopada. Cóż, wygląda na to, że prezydent Grybauskaitė łamiąc dotychczasowe tradycje dobrych relacji z sąsiadami ustanawia swoje nowe – tradycje psucia tych relacji. I robi to konsekwentnie i skutecznie.

"Kurier Wileński"

Broni nie ma, ale jest Rasa

Przez cztery lata oszczędzana zaciskany przez konserwatystów pas na społeczeństwie już dawno spełzł z okolic jego brzucha w okolice szyi. Tłumaczono nam, że powszechne zubożenie społeczeństwa, to ofiara złożona na ołtarzu walki z kryzysem. Okazuje się jednak, że sami konserwatyści ofiarnymi nie są. Podano właśnie, że najbardziej rozrzutną minister ustępującego (prawdopodobnie ale nie koniecznie) rządu była szefowa resortu obrony oraz jedna z liderów partii konserwatywnej, Rasa Juknevičienė. Nie szczędziła ona środków z resortowego funduszu reprezentacyjnego mimo, że od lat resortowi brakuje na utrzymanie wojska i zakup broni, co zaczynają nam wytykać najbliżsi nasi sąsiedzi – Łotysze i Estończycy, którzy na swoją obronę łożą prawie dwakroć więcej niż my.

czwartek, 1 listopada 2012

Naucz się pan mówić prawdę w oczy... 


Nigdy nie śledzę, a tym bardziej nie wnikam w to co piszą tzw. internauci pod gdziekolwiek opublikowanymi moimi artykułami, czy też komentarzami. A jest tego sporo, poczynając od „Kuriera Wileńskiego” po przez INFOPOL, Wirtualną Polskę, a nawet Wilnotekę, z którą nigdy nie miałem nic do czynienia, jak też ostatnio z pl.delfi.lt, które czas od czasu zamieszcza moje „blogposty”. Wiadomo jednak, że Wileńszczyzna jest krajem ludzi „życzliwych”, więc czas od czasu słyszę: „A pan wie, że o panu napisano to i owo...?”. 

Nie ważne to, co po wyborach staje się nieważnym? 

W swoim czasie jeden z krnąbrnych oponentów Waldemara Tomaszewskiego usłyszał od jego posłanników, że jeśli posypie głowę popiołem i tak samo zawzięcie, jak dotychczas krytykował wodza będzie przez kolejne parę lat wychwalał jego „zasługi dla dobra polskości”, to może liczyć na jego łaskę, a nawet na jakiekolwiek intratne stanowisko dla niego, albo członka jego rodziny. Nie wiem, bo nie śledziłem, czy ta osoba weszła w układ z „diabłem” (tu być na pewno znowu narażę się na wyzwiska od adoratorów świętości wodza, ale chyba mam więcej niż oni wiedzy o obiekcie ich wielbienia, że mogę stanowczo twierdzić, że „świętym” on na pewno nie jest) , dostrzegając jednak jak inni, dotychczas również krytyczni wobec poczynań szefa AWPL, po „historycznym zwycięstwie” jego formacji zaczynają śpiewać dlań dytyramby, podejrzewam, że stosowana przez Tomaszewskiego zasada, że wszystko i wszyscy sprzedają się i kupują, raczej się sprawdza się w tzw. społeczeństwie polskim na Litwie. Sprawdza się, bo tak naprawdę, tylko nieliczni litewscy Polacy dziś nie handlują swoja polskością, gdy dla reszty polskość to – niestety – sposób na życie, biznes, czy wręcz zawód (znam wielu takich, którzy zainspirowani "politycznymi sukcesami na niwie polskości" swego byłego kumpla z okresu Gariunai, dopiero niedawno - gdy im pokończyły się ich nieudane biznesy - dostrzegli swoją polskość).

wtorek, 30 października 2012

Oskarżam prezydent Dalię Grybauskaitė o złamanie Konstytucji


Dlaczego prezydent Konstytucję ma w dupie?! Od razu przepraszam wszystkie wrażliwe dewotki, ciotki i cioty za użyty w tytule wulgaryzm, ale uważam, że tylko on może w transparentny sposób odzwierciedlić to, co z Konstytucją robi nasza białogłowa z pałacu spod latarń Placu Daukantasa. I nie chodzi tu tylko o ostanie sponiewieranie prawa konstytucyjnego, którego artykuł 31 mówi, że „Każda osoba jest uważana za niewinną, dopóki jej wina nie zostanie udowodniona w sposób określony przez ustawę i stwierdzona przez sąd prawomocnym wyrokiem”.

środa, 17 października 2012

Dlatego właśnie nazywam się Tarasiewicz, a nie Tomaševskis 


Tegoroczna kampania wyborcza do parlamentu ze wszystkich wyróżnia się poprzednich nie tylko z powodu ogromu naruszeń, jakie już ujawniono, a zwłaszcza tych, które nigdy nie zostaną ujawnione. Zasadnicza różnica polega głównie na tym, że nigdy wcześniej zwycięskie ugrupowania nie wyrzekały się tak szybko swoich obietnic przedwyborczych, nawet nie doczekawszy się jeszcze wyimków drugiej tury głosowania, które w zasadzie zadecydują o kształcie przyszłej koalicji rządzącej. Pominę tu fakt, że zwycięskie w pierwszej turze ugrupowania jeszcze w trakcie liczenia głosów odstąpiły od przedwyborczej obietnicy, że powstrzymają projekt budowy elektrowni atomowej, za czym w towarzyszącym wyborom referendum wypowiedziało się ponad 60 proc. głosujących. Mniejsza jednak o te oszustwo wyborcze. Mam nadzieję, że litewskie społeczeństwo obroni się przed oszustwem wyborczym Partii Pracy i Partii Socjaldemokratów. Ale mam też nadzieję, że społeczeństwo te, w rozpaczy swego zawodu wyborczego, nie poprze jednak w drugiej turze kandydatów prawicy, której zwycięstwo oznaczałoby, że mimo wypowiedzianego w referendum „nie” dla nuklearnego monstrum rodem z Fukushimy, monstrum ten jednak na Litwie powstanie.

poniedziałek, 15 października 2012

Na prawach wyroczni 

Choć w co niektórych dzielnicach wyborczych, co niektóre komisje wyborcze wciąż czarują nad wyborami, przez co ich ostateczne wyniki wciąż są nieznane, co niektórzy politycy, politolodzy, a nawet różnej maści amatorzy i domatorzy pośpieszyli ze swoimi ocenami wyborów. Niczym wyrocznie ogłaszają już swoją ocenę, zapominając przy tym, że mamy dopiero półmetek, bo ostateczny skład przyszłego parlamentu poznamy za dwa tygodnie, kiedy rozstrzygnie się rywalizacja w okręgach jednomandatowych. Tak, czy siak, jednak połowę składu przyszłego Sejmu już mamy. Pokuszę się więc również przedstawić swoją ocenę, ale nie wyników, lecz samych wyborów i ich perspektywy. A więc , połowiczny wynik jest taki, że liderami wyścigu są idący prawie łeb w łeb Partia Pracy i Partia Socjaldemokratów. Dalej plasują się konserwatywny Związek Ojczyzny - Chrześcijańscy Demokraci Litwy ora Ruch Liberałów – obydwa ugrupowania obecnej koalicji rządzącej, które – ku niektórych zaskoczeniu – osiągnęły znacznie lepszy wynik niż można byłoby się spodziewać po rządzącej koalicji konserwatywno-liberalnej znienawidzonej przez większość i aroganckiej wobec społeczeństwa. Mnie akurat taki wynik nie zaskoczył, bo obydwa ugrupowania co najmniej już od pół roku ze wszystkich stron gazet, portali i ekranów TV gebelsowsko propagują swoje wątpliwe sukcesy. Przy tym nie szczędzą na to środków ani z kiesy państwowej (czyli z naszej wszystkich), czy też finansując swoją propagandę z kiesy partyjnej (zresztą też szczodrze wypełnianej z budżetu państwa). Stosując przy tym reklamowe chwyty z pogranicza neurolingwistyki, przez co otumanienie wyborcy odbywało się na skalę masową (na marginesie mówiąc, spróbowałem raz poddać się jednemu z eksperymentów konserwatystów na podświadomości wyborców, w wyniku którego musiałem dojść do wniosku, że jestem z krwi i kości konserwatystą i muszę zagłosować na konserwatystów. Oprócz podświadomości, mam jednak jeszcze świadomość, która podpowiedziała mi, że żadnym konserwatystą nie jestem i nie muszę głosować na ugrupowanie, które nie raz już naraziło państwo na ogromne straty (afera Williams International, czy chociażby ostatnio afera Snorasu, już nie mówiąc o powiązaniach z terrorystami, przez co konserwatyści stanęli na progu delegalizacji ich partii). Świadomie wiedziałem też, że nie muszę głosować za wciskaną nam elektrownią atomową rodem z Fukushimy. Nie wszyscy jednak okazali się odporni na propagandę konserwatystów i liberałów, bo nieraz w TV można było oglądać panie w podeszłym wieku wypowiadające się o potrzebie nowej elektrowni atomowej: „Ja być może nie doczekam się jej, ale moim wnukom będzie żyło się lepiej”, - mówiła jedna taka otumaniona propagandą konserwatystów. Cóż, ona być może i doczekałaby się tego reaktora atomowego pod Wisaginią, a jej wnuki być może i żyłyby lepiej, ale prawdopodobnie krócej.